Wilk zjada babcie- samo zło

Zło nie jest materialne, za to skutki jego działań, owszem, bywają takimi. Dzięki rozmów na bliskim blogu, przypomniałam sobie pewną historię, jaka dysponowała swój start w dzieciństwie. A było więc tak…

Pewnego dnia dotarła do mojego własnego domu babcia, mama mojej mamy. Nam, dzieciom, przywiozła torebkę cukierków. Zawołała mnie oraz moją siostrę, po czym w własnej obecności podzieliła słodycze na dwa, równe ilościowo stosiki. Położyła nam je na podwiniętych rąbkach sukienek. Moja mniejsza siostra z trudem przechowywała w krótkim tobołku swoje cukierki. Zanim odeszłyśmy do pokoju, babcia powiedziała:
– Marzenka, chociaż nie zabieraj cukierków siostrze.
Obiecałam, że tegoż nie zrobię. W dzieciństwie tworzyła naturalną receptę na utrzymanie cukierków. Zawsze pytała o to, aby karmić je wolno, tak by być jeszcze przynajmniej jednego cukierka, jak moje rodzeństwo zdąży już zjeść całe swoje. Dlaczego? Czasami handlowałam takimi ostatnimi cukierkami ze starszymi braćmi. Mienie czegoś, czego liczą inni wydawałoby mi chwilową władzę nad rodzeństwem a właśnie np. dzięki jednemu, czekoladowemu cukierkowi to ja mogłam wybrać rodzaj wspólnej zabawy. Żyjąc wśród czwórki rodzeństwa nie było mi łatwo utrzymać na określone pozycji lidera, jako ”środkowe dziecko” znacznie mocno przyswoiłam sobie sztukę kompromisu. Łapówka w perspektywy pysznego cukierka bywała pomocna w drogach z rodzeństwem, wierzcie mi J

Tamtego popołudnia zignorowałam swoją „łakociową metodę”. Po paru minutach dojechało do mnie, że jestem teraz zdecydowanie mniej cukierków niż siostra. Potrafiła temu w pokrętny sposób. Otóż, sugerując, iż nie jest ona w okresie sama przenieść swoich cukierków na podwórko, gdzie układały się bawić, zebrałam jej zaś indywidualne słodycze w obręb własnej sukienki. Gdy trafiłyście w ziemie huśtawki wszystkie słodycze podzieliłam na dwie równe części. Dzięki temu przekrętowi stworzyłam drugą szansę na to, by mogłam dotrzymać wierności prostej „wartości tego cukierka”.

Tego wieczoru strasznie rozbolał mnie brzuch. Ale nie toż stanowiło najniższe. Im dłużej mieszkała ze osobą, że zrobiłam źle wykorzystując niewiedzę matematyczną oraz oczekiwanie młodszej siostry, tymże szczególnie bolał mnie brzuch. Nic to dziwnego, iż w kraju przyznałam się babci do niecnego postępku. Bałam się, iż będzie na mnie zła, ona zaś zamiast tego zapytała:

– Dlaczego?

Nie potrafiła na ostatnie pytanie odpowiedzieć, z frustracji oraz żalu rozpłakałam się w jej ramionach. Gdy minął „potok łez”, zapytałam babcię, albo toż stanowi, że istnieję niska. Usłyszałam jej przyjemność i skuteczne zaprzeczenie.

– Nie, to znaczy tylko iż jesteś gościem a porządkami będziesz wyglądała niemądre rzeczy.

Następnego dnia była istne katusze. Wstydziłam się swojego szachrajstwa, bardzo. Babcia usiadła ze mną i moją mniejszą siostrą w cieniu starej wiśni. Opowiadała nam bajki, bardzo dokładnie zapamiętałam tamto popołudnie. Był otwarty, upalny dzień, oraz ręce babci przypominały mi małe, zwinne zwierzątka, jak za pomocą grubej igły usuwały pestki z wiśni. Po zakończeniu kolejnej baśni, w jakiej dobro zwyciężyło zło, babcia zapytała:

– Jak dbacie, dziewczynki, co zatem jest zło?

Oblałam się rumieńcem ( „Na złodzieju czapka gore”), od razu myśląc o naszym wczorajszym cukierkowym oszustwie. Moja mała, impulsywna siostra natychmiast wykrzyczała odpowiedź:

– Jak wilk zjada babcię!

Babcia pochwaliła siostrę, jednak dodała, że zło dobrze nie musi istnieć aż tak wielkie.

– Tak toż jak wilk zjada babcię i nikt o owym nie wie!

Siostra po raz drugi wywołała śmiech babci, która wytłumaczyła nam znaczenie słowa „czysty” i również dużo, wiele różnych rzeczy, jakie to nie stanowiły dla mnie w duzi zrozumiałe.

Kilkoro lat później, gdy obowiązywała w ciemny okres dorastania, babcia powróciła do tematu zła. Przypomniałam jej cukierkowe oszustwo, wstyd, jaki mnie wówczas paraliżował, oraz i popołudnie z bajkami pod starą wiśnią. Wtedy babcia stwierdziła, że muszę myśleć o tym, że bardzo rzadko bywa tak, aby wilk rzeczywiście zjadł jakąkolwiek babcię, za obecne na pewno wystąpię w utrzymaniu takie „wilki”, jakie będą pogardzały „babciami”, drwiły z nich.

– Zło przybiera różne formy, a „wilkiem” zapewne istnieć wszelki spośród nas, „babcią” też. Zło nie przychodzi tylko z zewnątrz, od drugich, czasami sami stajemy się „wilkami”. Nie rozwiązanie żyć bycia bez błędów, wyjdziesz z nich cało, jeżeli będziesz brała nadzieję się do nich uznać. To właśnie początek gry ze złem w sobie, ale najlepszy z dodatkowych początek.*

Nie nadawał mnie bezpośrednio Dekalog, tylko świadectwo życia mądrych kobiet, cichych bohaterek trudnej codzienności. Babcia zaszczepiła we mnie wiarę w współczesne, iż wszystek ktoś posiada w sobie dobro. Niestety, przychodzi nas do zła, błądzimy. Niektórzy bez przerwy, inni zaś właśnie z okresu do czasu. Nasze potknięcia nie stygmatyzują nas ale na wieczność. Przypominają, iż jesteśmy pracownikami, istotami nieidealnymi. Dopóki żyjemy, dopóty ściera się w nas dobro oraz zło. Trzymamy w sobie „wilka” i „babcię”. Cała praca liczy na ostatnim, by umieć rozpoznać, jaki z nich pcha nas do konkretnych działań.

Na badanie:

– Jak dzieje się zło?

Jest zupełnie prosta odpowiedź:

– Gdy „wilk zjada babcię”.

Be Sociable, Share!

Możliwość komentowania jest wyłączona.