Poczekają sobie minimum rok?

Obecnie byli w ogródku, już witali się z gąską… Przecież na początku sezonu rozbili w puch, i to na wyjeździe, Manchester United, a na własnym stadionie piętnastu kolejnym rywalom w lidze nie pozwolili na wywalczenie choćby najskromniejszego remisu. Pierwszy zaś mecz w Premier League przegrali dopiero w połowie grudnia. Nawet rejterada Carlosa Teveza, który najpierw odmówił wejścia na boisko z ławki rezerwowych, a potem bez pozwolenia wyjechał do Argentyny, nie wpłynęła negatywnie na wyniki zespołu. Radzili sobie podopieczni menedżera Roberto Manciniego bez Argentyńczyka przez bite pół roku. Bili strzeleckie rekordy i przez kilka miesięcy spoglądali na rywali z samego szczytu tabeli. Wydawało się, że nic i nikt już im nie przeszkodzi w zdobyciu mistrzostwa Anglii. Mistrzostwa, na które Manchester City czeka już od 44 lat. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że może poczekać na nie przynajmniej jeszcze jeden rok…
Nawet trudno wskazać ten jeden moment, w którym zaczęły się nieszczęścia drużyny z Etihad Stadium. Odpadnięcie z Ligi Mistrzów (trzecie miejsce w „grupie śmierci” za Bayernem i Napoli) uznano bowiem za frycowe, jakie klub musiał zapłacić za debiut w tych rozgrywkach, i nikt się nim tak naprawdę specjalnie nie przejął. Gdy zaś „The Blues” żegnali się z Pucharem Anglii (porażka z Manchesterem United) i Pucharem Ligi (przegrany dwumecz z Liverpoolem) też nie wylewano łez, bo liczyła się przede wszystkim Premier League. Styczniowe zaś niepowodzenia w krajowych pucharach tłumaczono nieobecnością na boisku najlepszego wówczas w MC zawodnika. Lider drugiej linii bowiem, niezmordowany Yaya Toure, zamiast na chwałę klubowego pracodawcy, walczył w tym czasie z reprezentacją Wybrzeża Kości Słoniowej o Puchar Narodów Afryki. „A kto wam kazał zatrudniać piłkarza, który w trakcie sezonu wyjeżdża z Anglii na sześć tygodni?! – śmiał się później z właścicieli MC były kapitan MU Roy Keane.
W lutym jednak MC wygrał w Premier League i Lidze Europy wszystkie pięć spotkań i wydawało się, że dobre wyniki idą w parze z taką samą atmosferą w zespole. Ale dość nieoczekiwanie do klubowej szatni wrócił Tevez, o którym wcześniej menedżer Roberto Mancini mówił, że u niego już nigdy nie zagra. Dokazywał też na całego Mario Balotelli. Włoski napastnik, znajomy Manciniego jeszcze z czasów, gdy obaj pracowali razem w Interze Mediolan, stawał się nie do zniesienia. Kłócił się i obrażał na kolegów. Na boisku i poza nim. Menedżer wziął na siebie rolę wychowawcy „SuperMario”, ale metody z gatunku kija i marchewki , jakie stosował wobec piłkarza nie skutkowały. Przy okazji przypomniano określenie, jakiego wobec Balotellego używał poprzedni trener zawodnika Jose Mourinho, który mówił o nim, że jest „unmanageable”, czyli krnąbrny, niesforny i chyba także niereformowalny. Wprawdzie Mancini powtarza, że podopiecznemu przestał już ufać, ale czeka cierpliwie, aż Mario wydorośleje i wciąż stawia na niego. Piłkarze zaś widząc, że szkoleniowiec traktuje rodaka inaczej niż pozostałych zawodników, nie ukrywają rozgoryczenia. A dzieje się tak, w sytuacji, gdy Premier League finiszuje, gdy koncentracja, mobilizacja, zaangażowanie i dobra atmosfera w szatni są nieodzowne, tak samo jak wysoka sportowa forma. A z tą formą, na przykład Davida Silvy, też ostatnio kiepściutko…
Widmo porażki zagląda więc Manciniemu w oczy coraz głębiej. A menedżer już dziś zaczyna szukać argumentów, które pozwoliłyby mu zachować posadę nawet w sytuacji, gdy MC zakończy sezon na drugim miejscu. Przypomina, że przecież rok temu na ligowej mecie zespół był dopiero trzeci, że zdobywał mniej bramek, że więcej ich tracił. Słowem, chce wmówić arabskim właścicielom klubu, że postęp w tym roku jego podopieczni zrobili kolosalny i że do szczytu angielskiej Premier League brakuje już tyci, tyci, że mistrzostwo kraju dla MC w sezonie 2012/2013 to on w zasadzie może zagwarantować już dziś. Tyle, że szejkowie za takie obiecanki cacanki płacić już pewnie nie zechcą i jeśli do połowy maja na czele tabeli nie nastąpi zmiana, to… nastąpi inna zmiana — na stanowisku menedżera MC.

Be Sociable, Share!

Możliwość komentowania jest wyłączona.