Karmienie własną piersią

Moja córeczka skończyła niedawno 4 miesiące, a my dalej karmimy się wyłącznie piersią. Już będąc w ciąży wiedziałam, że właśnie w ten sposób chciałabym ją karmić. Jednak po narodzinach, kiedy były te nasze pierwsze momenty, dziwnie się czułam mając dziecko przy piersi. Zastanawiałam się, gdzie ta euforia o której piszą w każdym czasopiśmie? Gdzie ta więź? Ale te myśli szybko pofrunęły w kąt, a więź przyszła z czasem :)

Będąc w szpitalu nie miałam żadnych problemów, moje dziecię było wręcz książkowe – jadło, zasypiało na 3 godzinki, pobudka, pampers, jedzonko. I tak cały czas. Cieszyłam się, że mam pokarm, bo przecież tyle mam ma z tym problem. Wyszłyśmy do domu, pierwsze dni – bajka. Aż tu nagle pewnej nocy Lenki nie dało się odłożyć do łóżeczka, bo zaraz był wrzask i płacz. Chciała być tylko „przy cycusiu”. Więc siedziałam z nią godzinę, dwie, pięć, siedem, co jakiś czas tylko zmieniając ciumkaną pierś. Nad ranem ona płakała, a ja razem z nią, bo nie wiedziałam co jest grane. Czy pokarm się kończy już, tak szybko? Czy nie może się najeść, bo pokarm jest bezwartościowy? Mąż wstając do pracy załamał ręce widząc w jakim jestem stanie, szybko skoczył do apteki i kupił mi mleko modyfikowane. Córeczka pociągnęła z butelki 30 ml i zasnęła. Wtedy miałam niemal pewność, że coś nie tak jest z moim pokarmem – bo jak to, po butli śpi jak suseł, a po cycusiu tylko płacz? Załamałam się. Prosiłam o wizytę położnej – brak odzewu. Zaczęłam szperać w internecie, po forach, sięgnęłam po te mądre książki o macierzyństwie które do tej pory kurzyły się na półce. I dopiero wtedy zrozumiałam, że to NORMALNE. Przecież ten mały ssak, który niedawno wyskoczył z brzuszka miał tam jedzenie non stop, niczym wiecznie otwarty szwedzki stół, czemu więc teraz ktoś ma mu je ograniczać? No tak, mam jeszcze mało pokarmu, ale jak ma być go więcej, jeśli nie będę przystawiać dziecka? Przecież nie zrobi się sam, jak mała nie będzie ssała! Rzuciłam ledwo ruszone mm w kąt szafki, żeby nie kusiło, wzięłam sobie do serca rady z pewnego forum (dzięki dziewczyny!) i przystawiałam, ile tylko Lenka chciała. Jadła godzinę, czasem dwie, a czasem były też maratony po pięć godzin. W tym czasie pod ręką pilot, obejrzane dwie serie „Ostrego cięcia”, „Kuchennych rewolucji” i innych zamulaczy. Do perfekcji opanowałam też robienie kanapek jedną ręką. Nauczyłam się karmić na leżąco – to już w ogóle była bajka! Leżałyśmy tak sobie całymi dniami, obie szczęśliwe, bo Lena z pełnym brzuszkiem, a ja wyspana :) czasem się zastanawiałam – kiedy jej to przejdzie? Bo przecież chyba nie będzie tak już „na zawsze”? Nie mogłam uwierzyć, jak dziewczyny z forum pisały, że jeszcze za tym zatęsknię. A teraz? Marzę, by moje dziecko pobyło przy piersi dłużej niż 10 minut, żebym mogła chociaż w spokoju przejrzeć blogi. Ale przecież świat dookoła jest ciekawszy :)

Jestem z siebie dumna, że przetrwałam. Nie złamałam się i nie sięgnęłam po mleko modyfikowane (poza tą jedną miarką). Wiem, ile mam się poddaje myśląc że ich dzieci się nie najadają czy że pokarm jest słaby. Dlaczego nigdzie nie piszą, że tak po prostu jest? Mówi się o tym, jakie karmienie piersią jest cudowne, ile dobrego daje dziecku, a mam wrażenie, że te „ciemniejsze strony” gdzieś znikają. I jeszcze jak słyszę położne, które powtarzają te frazesy o marnym pokarmie, to aż mnie skręca w środku! Ale z drugiej strony wiem, że multum mam źle się czuje z karmieniem piersią, a że w naszym społeczeństwie presja „na cyca” jest dość duża, to łatwiej im mówić, że nie mają pokarmu, niż przyznać, iż wolą sztuczne mleko.

Dlatego Przyszłe Mamusie – jeśli naprawdę chcecie karmić piersią, nie dajcie się! Bierzcie dziecię na kanapę, pilota od telewizora w rękę i korzystajcie póki malec nie wejdzie w etap, gdzie trzeba mieć oczy dookoła głowy. A jeśli wolicie butlę, to nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorszymi mamami – przecież miłość do dziecka nie zależy od rodzaju mleka

Be Sociable, Share!

Możliwość komentowania jest wyłączona.